Rzeczy

Przegląd № 1: dziesięć rzeczy starszych od nas

Dziesięć przedmiotów, które są w produkcji dłużej, niż żyje większość z nas. Prawie żaden nie był drogi, i to jest w tej liście najciekawsze.

tekst JK dział Rzeczy numer № 0 · Rzeczy data 3 sierpnia 2026

Gięte krzesło kawiarniane na jasnym tle
Krzesło nr 14 z 1859 roku: pierwsze na liście i najstarsze. Zdjęcie zastępcze, nie jest to egzemplarz oryginalny. fot. Sonny Sixteen / Pexels

Przegląd wychodzi co tydzień: dziesięć rzeczy i po kilka zdań do każdej. Pierwszy odcinek robimy z przedmiotów, które zdały najtrudniejszy z możliwych egzaminów: nie wypadły z produkcji. Rok przy każdym to rok projektu, nie rok wznowienia.

Przy układaniu takiej listy rzuca się w oczy coś, czego się nie spodziewałem. Prawie żadna z tych rzeczy nie była droga. To nie są przedmioty luksusowe, które przetrwały, bo ktoś się nad nimi trząsł. To są rzeczy tanie, które przetrwały mimo tego. Różnica polega na tym, że taniość była w nich zaprojektowana od początku, a nie wycięta z gotowego projektu na końcu, przy negocjacjach z fabryką.


  1. Krzesło nr 14, Michael Thonet, 1859
    Sześć kawałków drewna, dziesięć śrub i dwie nakrętki; rozłożone mieści się tak, że w metrze sześciennym jedzie trzydzieści sześć sztuk. Zostało zaprojektowane pod skrzynię, a nie pod pokój, i właśnie dlatego dotarło wszędzie: do 1930 roku sprzedano pięćdziesiąt milionów.Czytaj teżJak się gnie drewnoZaplecze · № 0
  2. Meble gięte z Radomska, od 1881
    Bracia Thonet kupili tam posesję z młynem parowym; trzy lata później było to największe przedsiębiorstwo meblarskie w Królestwie Polskim, a w szczycie wychodziło z niego pięćdziesiąt tysięcy krzeseł miesięcznie. Właściciele zmieniali się od tego czasu kilkakrotnie, technika ani razu.
  3. Nóż Opinel, Joseph Opinel, 1890
    Ostrze, drewniana rączka i pierścień blokujący. Nie ma tu ani jednej części, która mogłaby się zepsuć, poza tą, którą się ostrzy, a ostrzenie jest czynnością, nie awarią.
  4. Porcelana z Ćmielowa, manufaktura od 1790
    Produkcję porcelany uruchomiono tam w 1838 roku i zakład pracuje do dziś. W polskim przemyśle to wynik bez konkurencji: przetrwał rozbiory, dwie wojny i transformację, za każdym razem z innym właścicielem i tą samą gliną.
  5. Klamka Waltera Gropiusa, 1923
    Walec i prostopadłościan zestawione pod kątem prostym, bo w 1923 roku tak było najtaniej wytoczyć i sfrezować. Sto lat później ta oszczędność wygląda na decyzję estetyczną. I jest w produkcji nieprzerwanie.Czytaj teżAnatomia: klamkaRzeczy · № 0
  6. Moka Express, Alfonso Bialetti, 1933
    Kawiarka bez jednej części elektrycznej, więc nie zestarzała się razem z gniazdkiem ani z modą na kapsułki. Stoi jednocześnie w zbiorach nowojorskiej MoMA i w kuchniach, w których nikt nie myśli o wzornictwie.
  7. Duralex Picardie, 1946
    Szklanka ze szkła hartowanego: sztaplowana, tania i trudno tłukąca się. Trzy cechy, które rzadko chodzą razem, i jedyny powód, dla którego stoi w stołówkach od siedemdziesięciu lat, choć nikt jej tam nigdy nie wybrał ze względu na wygląd.
  8. Fotel RM58, Roman Modzelewski, 1958 (malarz, rektor łódzkiej uczelni plastycznej)
    Jedna skorupa z laminatu poliestrowo-szklanego, bo na łączenia nie było wtedy ani technologii, ani pieniędzy. Projekt opatentowano we Francji w 1961 roku i nigdy tam nie wszedł do produkcji; oryginał kupiło londyńskie Victoria and Albert Museum.
  9. Fotel typ 366, Józef Chierowski, 1962 (architekt wnętrz z Wrocławia)
    Bukowa rama skręcana na śruby i wymienna tapicerka: mebel, który da się naprawić w jedno popołudnie. Dlatego przetrwał w mieszkaniach dłużej niż wszystko, co stało obok niego.Czytaj teżDobrze zrobioneRzeczy · № 0
  10. Nożyczki Fiskars, Olof Bäckström, 1967 (fiński projektant)
    Pomarańczowy kolor wziął się stąd, że w fabryce tworzyw zostały resztki barwnika. Został zastrzeżonym znakiem towarowym, nożyczki trafiły do MoMA, a sprzedano ich ponad miliard sztuk, wszystko z resztki.

Trzeba przy takiej liście powiedzieć, na czym jest zbudowana, bo inaczej jest nieuczciwa.

Widzimy wyłącznie to, co przetrwało. Nie widzimy setek równie sensownych i równie tanich przedmiotów, które zniknęły, a znikały nie dlatego, że były gorsze, tylko dlatego, że fabryka spłonęła, właściciel zbankrutował albo moda zmieniła się o dwa lata za wcześnie. Każda lista rzeczy trwałych jest po części listą rzeczy, które miały szczęście, i lepiej wiedzieć, ile w niej czego.

Zostaje jednak coś, czego szczęściem nie da się wytłumaczyć. W siedmiu z tych dziesięciu przypadków da się wskazać palcem jedną decyzję konstrukcyjną, która przedłużyła rzeczy życie: skręcaną ramę, brak części elektrycznej, kształt dobrany pod skrzynię. To nie są decyzje o wyglądzie. Wszystkie zapadły, zanim ktokolwiek pomyślał o tym, jak przedmiot będzie wyglądał na zdjęciu.

Czego na tej liście nie ma: niczego po roku dwutysięcznym. To nie jest teza, że kiedyś robiono lepiej. To ograniczenie samej miary. Pięćdziesięciu lat w produkcji nie da się jeszcze udowodnić rzeczy, która ma lat dwadzieścia.

Jest w tej liście jeszcze jedna rzecz, której nie widać przy pierwszym czytaniu, a która wyszła dopiero przy sprawdzaniu, co się z tymi wyrobami dzieje dzisiaj. Przedmiot potrafi przetrwać firmę, która go robi.

Duralex ogłosił w 2024 roku upadłość. Fabryka pod Orleanem, dwieście dwadzieścia osiem osób, siedemdziesiąt lat produkcji tej samej szklanki. W sierpniu tego samego roku sąd zatwierdził przejęcie zakładu przez spółdzielnię założoną przez samych pracowników, popartą przez sześćdziesiąt procent załogi. Rok później spółdzielnia otworzyła zbiórkę publiczną: można było wejść do kapitału od stu euro, celem było pięć milionów. W ciągu kilku godzin deklaracje przekroczyły dwadzieścia milionów.

W Radomsku dzieje się w tym samym czasie coś podobnego w innej skali: zakład, który gnie drewno od 1881 roku, jest od 2024 w postępowaniu restrukturyzacyjnym, z zatrudnieniem schodzącym poniżej sześciuset osób. Czytaj teżJak się gnie drewnoZaplecze · № 0

Dwa przypadki na dziesięć pozycji, w jednym roku. To za mało na tezę o kondycji branży, ale wystarczy, żeby poprawić wniosek z początku tej listy. Napisaliśmy, że te rzeczy zdały najtrudniejszy egzamin, bo nie wypadły z produkcji. Trzeba to uściślić: nie wypadły dotąd, i w kilku przypadkach nie dlatego, że rynek ich chciał, ale dlatego, że ktoś je uratował. Czasem sąd, czasem załoga, czasem dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy wpłacili po sto euro na szklanki.

Newsletter

Co tydzień rzeczy warte uwagi

Przegląd w czwartek rano. Dziesięć rzeczy, po jednym zdaniu do każdej. Bez powiadomień, bez sprzedaży.

Zapis potwierdzasz odnośnikiem w wiadomości, którą wyślemy. Bez tego nie wysyłamy nic więcej. Zgodę można wycofać w każdej chwili, odnośnikiem w stopce każdego wydania. Kto jest administratorem danych i jak je przetwarzamy: polityka prywatności.