Rzeczy

Ile kosztuje: dąb

Najdroższa kłoda na aukcji w Krotoszynie poszła po 5250 złotych za metr sześcienny. To jest cena surowca, zanim ktokolwiek go dotknie.

tekst JK dział Rzeczy numer № 0 · Rzeczy data 3 sierpnia 2026

Kłody dębowe ułożone na placu
Kłody czekające na licytację. Cena zaczyna się tutaj, na długo przed warsztatem. Zdjęcie zastępcze. fot. El Jundi / Pexels

Pytanie „za co się płaci” ma sens tylko wtedy, gdy da się je zadać od początku łańcucha.Czytaj teżDobrze zrobioneRzeczy · № 0 Zaczynamy więc od miejsca, w którym cena przedmiotu jeszcze nie istnieje, a cena materiału już tak: od aukcji drewna.


W połowie stycznia, w Krotoszynie, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Poznaniu organizuje Międzynarodową Aukcję Cennego Drewna Dębowego. Jest najstarsza w Polsce; w styczniu 2026 odbyła się po raz trzydziesty czwarty. Kupujący oglądają kłody na placu przez trzy dni przed licytacją, chodząc między nimi i zaglądając w czoła. Miejscowy surowiec ma nawet własny znak towarowy: Dąb Krotoszyński.

Drewno idzie w klasach jakości. WA1 to najwyższa: surowiec okleinowy, z którego skrawa się fornir; dalej WB0, WC0WD. Różnica między klasami to nie gatunek i nie wiek, tylko liczba sęków, prostość, równomierność słojów i to, czy w środku nie ma pęknięcia, którego z zewnątrz nie widać. Kupujący płaci za coś, czego w chwili licytacji nie może zobaczyć. I to jest pierwsza rzecz, która odróżnia ten rynek od zakupów w markecie.

Na aukcji z 18 stycznia 2019 roku sprzedano 1387,85 m³. Wzięło w niej udział czternaście firm, w tym cztery zagraniczne, z Austrii, Estonii, Czech i Rumunii. Średnie ceny wyszły tak:

klasa jakościcena średnia · zł/m³
WA1: surowiec okleinowy4 023
WB03 364
WC02 992
WD2 401

Najwyższa cena jednej partii wyniosła 5250 zł/m³. Średnia całej aukcji: 3514 zł/m³. Dla porównania: metr sześcienny zwykłego drewna opałowego kosztuje w Lasach Państwowych rząd wielkości mniej.


Teraz liczba, która tłumaczy wszystkie poprzednie, a której na aukcji nikt nie podaje, bo wszyscy ją znają.

Wiek rębności dębu w polskim leśnictwie to sto dwadzieścia do stu czterdziestu lat, a na najlepszy surowiec bywa jeszcze dłużej. Tyle drzewo musi rosnąć, zanim w ogóle wolno pomyśleć o jego ścięciu. I tyle rosły kłody, które w styczniu stały na placu w Krotoszynie.

Warto się przy tym zatrzymać. Dąb sprzedany w 2026 roku był żołędziem gdzieś w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Wielkopolska była wtedy w zaborze pruskim, więc zasadził go pruski leśnik, który wiedział z całą pewnością, że nie zobaczy efektu swojej pracy. I mimo to wybrał miejsce, przygotował glebę i wrócił poprawić, co się nie przyjęło.

To jest odpowiedź na pytanie „za co się płaci” w postaci, do której rzadko się dochodzi. Nie płaci się za drewno. Płaci się za sto pięćdziesiąt lat, których nie da się kupić ani przyspieszyć. W całym łańcuchu produkcji mebla to jedyny składnik, którego nie można zoptymalizować: da się kupić szybszą maszynę, tańszą robociznę i lepszy klej, ale nie da się wyhodować stuletniego dębu w dwadzieścia lat.

Ta liczba nie jest zresztą stała i warto wiedzieć, kto ją ustala. Wiek rębności zależy od siedliska i od tego, po co las rośnie: na żyznej glebie drzewo dochodzi do wymiaru szybciej, a drewno tartaczne wymaga starszych drzewostanów niż surowiec na opał czy na papier. Konkretną granicę dla każdego nadleśnictwa przyjmuje komisja techniczno-gospodarcza, przy zatwierdzaniu planu urządzenia lasu (dokumentu, który powstaje raz na dziesięć lat).

Zatrzymajmy się na tym, bo to jest rzadki przypadek. Mamy do czynienia z branżą, w której podstawowy dokument planistyczny obowiązuje dekadę, a produkt, którego dotyczy, dojrzewa dwanaście razy dłużej. Leśnik pisze plan, wiedząc, że w chwili ścięcia drzewa nikt już nie będzie pamiętał jego nazwiska, a mimo to plan trzeba napisać, bo bez niego nie wolno ściąć nic.

I dlatego cena kłody nie zachowuje się jak cena surowca, tylko jak cena rzeczy skończonej. Rośnie nie dlatego, że drożeje produkcja, tylko dlatego, że kurczy się zasób.


Czoło kłody dębowej ze słojami
Czoło kłody: po nim kupujący czyta równomierność słojów i pęknięcia, których z boku nie widać. Zdjęcie zastępcze. fot. Eve R / Pexels

Że się kurczy, widać dopiero w zestawieniu dwóch lat. W 2019 roku sprzedano prawie tysiąc czterysta metrów sześciennych. Na aukcję w styczniu 2026 wystawiono około 540 m³, w tym około 200 m³ surowca okleinowego, z sześciu nadleśnictw: Kościan, Krotoszyn, Łopuchówko, Piaski, Pniewy i Taczanów.

Nie znaczy to, że w Polsce kończy się dąb: dębu jest dużo. Kończy się kłoda bez sęka na czterech metrach, prosta i równo usłojona. Las gospodarczy nie jest hodowany pod fornir; jest hodowany pod masę, wielofunkcyjność i plan urządzenia lasu. Surowiec okleinowy jest w nim produktem ubocznym, trochę jak trufle.

Kupują go głównie za granicą. Na jednej z ostatnich edycji największą masę polskiego dębu wzięła firma z Estonii; wcześniej licytowały domy z Austrii, Niemiec i Czech. To jest fakt, który wolno zinterpretować w dwie strony, i uczciwie jest podać obie: albo polski dąb jest na tyle dobry, że przyjeżdżają po niego z całej Europy, albo sprzedajemy najlepszy surowiec w postaci, w której zarabia na nim ktoś inny. Prawdopodobnie jedno i drugie.

Wyniki aukcji z 2026 roku nie zostały jeszcze opublikowane w formie, którą moglibyśmy zacytować. Kiedy się pojawią, dopiszemy je tutaj, razem z tym, o ile zmieniła się cena metra sześciennego przy o połowę mniejszej podaży.


Warto wiedzieć, co się z taką kłodą dzieje potem, bo to zmienia sposób patrzenia na meble.

Surowca okleinowego nie tnie się na deski. Skrawa się z niego fornir: płaty grubości od pół milimetra do trzech, a w meblarstwie zwykle 0,5–0,6 mm. Metoda bywa różna: płaskie, mimośrodowe albo obwodowe skrawanie, i każda daje inny rysunek słojów.

Najciekawsze jest to, co dzieje się z kolejnością. Płaty schodzą z kłody jeden po drugim i sprzedaje się je w komplecie, jako liście z jednej kłody, bo dopiero ułożone po kolei dają ciągły rysunek przez cały front szafy albo blat stołu. Rozdzielone, tracą połowę wartości.

Cena forniru zależy od tego samego, od czego zależała cena kłody: od sęków. Fornir dębowy grubości pół milimetra kosztuje w detalu od stu osiemdziesięciu do dwustu pięćdziesięciu złotych za metr kwadratowy. Za sześć dziesiątych milimetra w najwyższej klasie (bez sęków, z równym usłojeniem) płaci się od czterystu pięćdziesięciu do sześciuset (ceny z 2025 roku).

W tych cennikach kryje się przy tym drobiazg, który wywraca intuicję. Fornir grubości półtora milimetra w klasie niższej kosztuje od czterystu do pięciuset pięćdziesięciu złotych za metr, a dwa i pół raza cieńszy (sześć dziesiątych milimetra) w klasie najwyższej od czterystu pięćdziesięciu do sześciuset. Cieńszy jest droższy.

Nie płaci się więc za ilość drewna. Płaci się za rysunek: za to, że na czterech metrach nie ma sęka, że słoje idą równo i że kolejne płaty da się ułożyć w ciąg. Grubość jest kwestią technologii i wytrzymałości; cena bierze się z tego, co widać po położeniu na front.

Warto z tych liczb zrobić jeden rachunek, z zastrzeżeniem, że jest teoretyczny. Podajemy wszystkie założenia, żeby dało się go sprawdzić. Metr sześcienny drewna pociętego na płaty grubości sześciu dziesiątych milimetra daje, przy zerowych stratach, około tysiąca sześciuset metrów kwadratowych. Zerowych strat nie ma: odpada kora, rdzeń, obrzyny, a część płatów pęka. Przyjmijmy więc ostrożnie, że użytecznego forniru wychodzi połowa: osiemset metrów.

Kłoda klasy najwyższej kosztowała na aukcji około czterech tysięcy złotych za metr sześcienny. Osiemset metrów forniru z tego metra, licząc po najniższej cenie detalicznej, to kilkaset tysięcy złotych.

Nie jest to niczyja marża i nie o to tu chodzi. Między kłodą a metrem kwadratowym w cenniku stoi parzenie, skrawanie, suszenie, sortowanie, klejenie na podkład, transport, magazyn i sprzedaż. I każdy z tych etapów ma swój koszt oraz swoje straty, których nie znamy. Ten rachunek pokazuje coś innego: że wartość dębu nie powstaje w lesie, tylko na noże. Drzewo rosło sto pięćdziesiąt lat i jest warte cztery tysiące. Pocięte na pół milimetra jest warte wielokrotność tej kwoty. Dlatego kłoda, z której da się zrobić fornir, jest droższa od takiej samej kłody z jednym sękiem na czterech metrach.

I dlatego też ta sama deska w dwóch meblach znaczy coś zupełnie innego. Blat z litego dębu zużywa drewno hojnie: co zostanie po heblowaniu, idzie na wióry. Front fornirowany rozprowadza ten sam metr sześcienny na kilkuset metrach kwadratowych powierzchni. Z punktu widzenia drzewa fornir jest oszczędnością, nie oszustwem, pod warunkiem, że jest fornirem, a nie nadrukiem.

To każe zrewidować odruch, który ma prawie każdy: że fornir jest oszustwem, a lite drewno prawdą. Pół milimetra dębu z kłody, która rosła sto pięćdziesiąt lat, jest tym samym drewnem, tyle że wykorzystanym dwadzieścia razy oszczędniej. Oszustwem jest folia z nadrukiem imitującym słoje, i to jest zupełnie inna rzecz, choć obie nazywa się potocznie „okleiną”.

Różnicę widać w jednym miejscu i zawsze w tym samym: na krawędzi. Fornir ma tam przekrój drewna, bo jest drewnem. Folia ma tam koniec nadruku.


Czego z tych liczb nie wiemy i nie zamierzamy zgadywać. Nie wiemy, jaki procent kłody zostaje po skrawaniu: straty zależą od średnicy, metody i tego, ile trzeba odrzucić po rozpoczęciu cięcia. Nie znamy też realnej roboczogodziny w polskiej stolarni. Bez tych liczb nie da się uczciwie policzyć, ile dębu jest w blacie, i nie policzymy tego na oko.

Jedną z tych trzech liczb udało się nam od tamtej pory ustalić, więc podajemy ją tutaj: suszenie. Świeżo przetarta tarcica dębowa ma w sobie tyle wody, że mebel z niej zrobiony popracowałby przez pierwszą zimę tak, że rozeszłyby się wszystkie połączenia. Trzeba ją zatem wysuszyć do kilku procent wilgotności. I to jest osobna usługa, z własnym cennikiem.

Suszenie komorowe kosztuje w Polsce najczęściej od stu do stu osiemdziesięciu złotych za metr sześcienny; przy trudniejszych zleceniach stawki dochodzą do trzystu. Sam prąd zużyty na doprowadzenie drewna do wilgotności od ośmiu do dwunastu procent to około czterdziestu pięciu złotych na metrze. Komora zajęta jest przy tym od czterech do dziesięciu dni.

Zestawmy to z ceną kłody. Metr sześcienny najlepszego dębu z aukcji: około czterech tysięcy złotych. Wysuszenie tego metra: sto pięćdziesiąt. Suszenie, bez którego cały ten drogi surowiec byłby bezużyteczny, stanowi około czterech procent ceny samego drewna, i jest jedyną pozycją w tym łańcuchu, którą da się skrócić, kupując lepszą komorę.

Warto to zapamiętać, bo tłumaczy pewien odruch stolarzy, który klientom wydaje się dziwactwem. Kiedy ktoś przynosi własne drewno „z rozbiórki” albo „od wujka z tartaku” i słyszy, że trzeba je najpierw wysuszyć i że to potrwa, nie jest to próba naciągnięcia. To jest pozycja, której ominąć nie sposób, a jej pominięcie widać po roku, w szczelinie między blatem a listwą.

Wiemy natomiast tyle, ile wystarczy, żeby inaczej patrzeć na cenę. Kiedy stół z litego dębu kosztuje tyle co stół fornirowany na płycie, to nie jest okazja, tylko informacja. I wystarczy zajrzeć pod blat, żeby sprawdzić która.

A kiedy następnym razem cena mebla wyda się absurdalna, warto sprawdzić, czy przypadkiem nie płaci się w niej za coś, co zaczęło rosnąć, zanim wynaleziono żarówkę.

Newsletter

Co tydzień rzeczy warte uwagi

Przegląd w czwartek rano. Dziesięć rzeczy, po jednym zdaniu do każdej. Bez powiadomień, bez sprzedaży.

Zapis potwierdzasz odnośnikiem w wiadomości, którą wyślemy. Bez tego nie wysyłamy nic więcej. Zgodę można wycofać w każdej chwili, odnośnikiem w stopce każdego wydania. Kto jest administratorem danych i jak je przetwarzamy: polityka prywatności.